Być kobietą, za wszelką cenę!


Niedzielny poranek, 6.30 rano. Za godzinę zacznie się cotygodniowa audycja radia Skandal. Dziś będą rozmawiać o kobietach i kobiecości w rożnych religiach. Poprowadzi ją Brytanny Rodrigez. Właścicielka dwóch  salonów fryzjerskich. Ma 34 lata, od 8 lat jest kobietą. Odkąd pamięta zawsze czuła się kobietą. Po ukończeniu studiów zdecydowała się na oficjalną zmianę płci. Przyjęła terapię hormonalną, wstawiła implanty, zredukowała kości twarzy i uwydatniła kości policzkowe, dalej wycięła dwa żebra, by uformować piękną talię, wypełniła usta, pupę, uda- od góry dotąd wygląda imponująco. Gorzej z łydkami. Zanikający wypełniacz z ropą naftową sprawia, że skóra w tym miejscu przypomina jedną wielką bliznę.
Za pomocą szeregu kosztownych i bolesnych zabiegów Luis przekształcił się w Brytanny z nowym dowodem osobistym. Część z tych zabiegów robiona jest w Ekwadorze nielegalnie, bo przy użyciu materiałów mniej trwałych i szkodliwych dla organizmu, ale zdecydowanie tańszych. 

Stara się mówić cienkim kobiecym głosem. Hormony pomogły go złagodzić. Nosi krótkie sukienki bez biustonosza. Jej znajomi, to głównie koleżanki z podobną historią. Bardzo chce podróżować. Wie, że nie wszystkie kraje, kultury i ludzie będą ją tolerować. Więc tylko marzy, rysuje z pamięci mapy wszystkich krajów europejskich i azjatyckich.

Jej mama przyznaje, że na początku trudno było zaakceptować decyzję swojego dziecka. Przyjąć do wiadomości, że ni stąd ni zowąd zamiast dorosłego syna pojawiła się dorosła córka. Z czasem oswoiła się z tym, że życie jej dziecka będzie wyglądało zupełnie inaczej niż ona myślała,. Dzisiaj już nie jest dla niej żadnym problemem udzielić wywiadu jako mama osoby trans.
Ekwador jest krajem o stosunkowo dużej liczbie transwestytów. Obecna polityka jest taka, że nie można ich dyskryminować. Wręcz przeciwnie, w przypadku ubiegania się o państwową posadę na starcie dostają dodatkowy punkt. Większość prowadzi swój biznes lub pracuje w sektorze prywatnym. Okupują salony piękności, zakłady fryzjerskie, kwiaciarnie. Media publiczne zobowiązane są do udzielenia im swojej przestrzeni. Dlatego Brytanny wszystkie niedzielne poranki kursuje pomiędzy radiem Skandal i Marejada.

Prawdziwi ludzie



Santo Domingo de los Tsachilas, ziemia grupy etnicznej Tsachila, co oznacza “prawdziwi ludzie”. Jedno z dwóch plemion wybrzeża, które przetrwały od czasów prekolumbijskich. Obecnie tworzą 7 społecznści rozsianych wokół Santo Domingo. Ziemia i domy, które zajmują są ich własnością i nie mogą ich sprzedać ani dzierżawić nikomu spoza plemienia. Zachowali swój tradycyjny strój, język tsafiki i wiele obyczajów. 

Obecny rząd za punkt honoru postawił sobie promowanie mniejszości. Tak etnicznych, jak i seksualnych. Ku wielkiemu zadowoleniu m.in. Franca inne rządy też są zainteresowane i co najważniejsze są w stanie zpłacić “ludziom z preszłości”, dzięki czemu Franc wraz z żoną może podróżować i opowiadać o życiu i zwyczajach Tsachila, nieustannie rozcierać w dłoniach achiote i wcierać je we włosy, malować czarnym barwnikiem wzory na twarzy i grać na ludowych instrumentach.
 
Franc pochodzi z wioski Chiguilpe. Jak każda ze społeczności ma coś do zaoferowania turystom zwabionym legendą szamanizmu, kolorowych strojów i włosów. Mężcyźni na co dzień dawno odeszli od zakładania spódnic w poprzeczne biało-czarne pasy na rzecz spodni. Kobiety bardziej są przywiązane do swoich spódniczek w kolorze tęczy i bluzek bez pleców. Współczesne życie zmusiło ich też do weryfikacji codziennych zajęć. Oprócz łowiectwa i tkactwa doszedł cały szereg innych czynności. Aczkolwiek mężczyźni zachowali sprawność w rzucie oszczepem.

Swego czasu nawiedziła Tsachilas straszliwa epidemia. Szaman, plemienny mędrzec zebrał wszystkich i kazał natrzeć ich ciała achiote i innymi wyciągami roślinnymi. Zaraza przestała atakować nowe ofiary. W czynie dziękczynnym i na pamiątkę tego “cudu” mężczyźni zaczęli farbować włosy za pomocą achiote. Czynią to z okazji świąt. Niektórzy mają przywilej noszenia bawełnianego krążka na farbowanym czubku głowy, jest on oznaką mądrości.


Włosy w kolorze pomarańczu achiote stały się wyróżnikiem tej grupy etnicznej. Stąd też zaczęto ich nazywać Kolorowi, co ma zabarwienie pejoratywne. Podobnie stolica regionu potocznie nazywana Santo Domingo de los Colorados nie jest ładnym określeniem. W stolicy Tsachila, daremnie szukać czy to kobiet, czy mężczyzn w pasiastych spódnicach z jaskrawo pomarańczowymi grzywami. Identyfikują miasto 3 pomniki, 2 z nich przedstawiają mężczyzn Tsachila. Jeden stoi na głównym placu przed katedrą, drugi na skrzyżowaniu najważniejszych dróg: Quevedo, Chone, Quito i Esmeraldas. Jest jeszcze pomnik rodziny podczas przygotowywania tradycyjnego posiłku z platanów i napoju serwowanego z okazji świąt, np. Kasamy. Święto to jest odpowiednikiem nowego roku i jest obchodzone przez członków tej grupy etnicznejTsachila obchodzą je zawsze w wielką sobotę poprzedzającą katolicką Wielkanoc. 


Najpiękniejsza w kraju


Niedziela wieczorem, dostaję wiadomość o Javiera. On zawze przysyła mi najciekawszą światową prasówkę (internetówkę). Ten news dotyczy mojego Ventanas. Tematem wiadomości stąd jest zawsze to, że kogoś okradli albo zabili. Tym razem jest inaczej, bo poprzedniego wieczoru wybrano Miss Ekwadoru i  została nią dziewczyna z Ventanas. Wspaniale, tak bardzo chcę, by miasto przestało słynąć tylko z najlepszych złodziei.  
 
Już szósty dzień “Okna” (Ventanas) nie posiadają się z dumy i radości. Transparenty z twarzą Connie zastąpiły wszystkie wcześniejsze reklamy. W piątek alcalde, odpowiednik burmistrza, urządza wielką fetę na cześć “ bogini”. Connie objeżdża miasto w uroczystej procesji, a za nią wiwatujące tłumy. Wszyscy krzyczą, jak bardzo są z niej dumni. Punkt kulminacyjny programu to koncert przed Urzędem Miasta na cześć królowej piękności i ku uciesze mieszkańców.

Na rozgrzewkę  przed koncertem gorące przemowy: konferansjera, miejscowego architekta, adwokata, ojca Connie – wszystkie są pełne emocji, ale pobije wszystkich przedstawiciel uniwersytetu w Babahoyo. Przemowa Fidela Castro czy innego wodza rewolucji nie mogła być bardziej płomienna. Gdybym znalazła się tu przypadkiem i nie znała tematu, pomyślałabym, że to wydarzenie najważniejsze w historii kraju. Podkreślił to zresztą alcalde w swoim wystąpieniu, iż fakt ten przejdzie to historii kraju, bo po raz pierwszy przedstawicielka prowincji Los Rios sięgnęła po koronę najpiękniejszej w kraju. 

Miguel & Tito podczas koncertu
w Ventanas na cześć Connie
Connie Jimenez Romero dorastała w obsesji, że chce zostać miss. Jest córką bogatego przedsiębiorcy rolnego (kukurydzianego) z Ventanas. Kochający ojciec obiecał jej w tym pomóc, ale pod warunkiem, że najpierw zdobędzie wykształcenie i pokaże mu swój dyplom. Najlepiej w dziedzinie, która pomoże dalej rozwijać rodzinny biznes. Posłuszna córka uczyła się pilnie przez wszystkie ranki. W wieku 16 lat po ukończeniu colegio (odpowiednik szkoły średniej) wstąpiła na Uniwersytet Zamorano w Hondurasie. W grudniu 2015 roku obroniła tytuł inżyniera agrobiznesu. Ma 175 cm wzrostu, piwne oczy i wymiary 90-64-93.

Connie dziękuje Bogu i rodzicom za spełnienie jej marzenia. Mówi o swoich planach otworzenia szkoły rolniczej dla kobiet. To znów wspomina o mieleniu kukurydzy. Wszak “Okna” kukurydzą (obok bananów i kakao) otoczone są, z pomnikiem tejże na głównym rondzie. Nie widzę w tym wszystkim osobistej pasji młodziej dziewczyny, farbowanej ładnej blondynki. Jest poddanie, ładny uśmiech, słodki głos i usłużność. Aniołek, zesłany na ziemię do “Okien”, by czynić dobro. Najśmielsi dopatrują się wielkich korzyści z jej profesjonalnych umiejętności, mianowicie zlikwidowania problemu głodnych dzieci w mieście, w kraju. Niestety, do tej pory jedynym aniołem w Ventanas jest Fundacja San Jose Freinademetz, dokarmiająca każdego dnia ponad 100 głodnych dzieci w mieście. Fundacja działa także na polu edukacji i medycyny. A cała pomoc finansowa płynie z zagranicy. Miejscowi bogacze maja gdzieś pomoc w przypadkach ekstremalnej biedy.

Wenezuelski duet Miguel & Tito z pięknościami z “Okien” związali się bardzo. Spotkaliśmy się wcześniej na wyborach królowej piękności miasta. Teraz chłopaki ułożyli piosenkę na cześć Connie, w swoim stylu czyli tropikalnych rytmach pop.
Emocje wicerektora uniwersytetu w Babahoyo sięgnęły szczytu
Dumny tato

Kokosowo



 Mnóstwo bananowców, coraz więcej plantacji palm oleistych i ciężarówek z ich owocami. Będą robić margarynę, olej, mydło, świeczki. Kosmetykom też się coś dostanie. Zbliżam się do Santo Domingo, więc pobocza panamericany usypane są ananasami, to drugie po Milagro centrum tych owoców. Środek ulicy natomiast dekorują sprzedawcy wszystkiego. Na wyciągnięcie ręki kierowca ma zimne napoje, świeże, obrane i pokrojone owoce oraz urozmaicony czas oczekiwania na zielone światło. Zieleń coraz gęstsza.  W strugach deszczu wysiadam na skrzyżowaniu Atacames – Esmerldas.

Budzę Julia telefonem. Jest 14.30. Jedziemy do Carol na obiad. Wcinam kurczaka z patakonami i wpatruję się w gospodynię. Po to bozia stworzyła piękno, by się na nie patrzeć. Jest taka ładna. Inne piękno, w które mogę się wpatrywać godzinami, to ocean. Dzisiaj słońce całą swoją urodę zachodu skrywa wstydliwie za chmurami. Pomiędzy nimi purpurowa czerwień i pomarańcz. 

Nadchodzi czas kolacji. Chcemy gotować, ale nie znajdujemy o tej porze świeżej ryby. Zaglądamy do garnków w ulicznej garkuchni. Czego byśmy nie wybrali, będzie pyszne. Dlaczego jedzenie w Esmeraldas jest takie smaczne? Bo potrafią zrobić użytek z kokosów, chce im się je zetrzeć na wiórki, zrobić mleko i dodać do potraw, jak na Sri Lance. Esmeraldas słynie ze swojej kokady.

Pani Rosalia od ponad 20 lat wyrabia w domu pyszne kokosowe słodkości. rozpływają się w ustach. Niestety ostatnio częściej niż wyrabianie słodkości absorbuje ją latanie do Bostonu, by się cieszyć wnukiem. Przyjdzie się wszystkim w Esmeraldas obejść smakiem. Wdepnęliśmy do niej na chwilę (Każda babcia przecież czy to na równiku, czy na jakiejkolwiek innej szerokości geograficznej, z przyjemnością i bez końca opowiada o swoich wnukach.), by kupić coś na deser, wychodzimy po godzinie. - Ludzie stąd mają to do siebie, że lubią dużo gadać – kwituje Julio. Sam jest z Quito, a jego babcia z Polski:-) Wierzy, że kiedyś uda mu się tam pojechać i ojczyzna babci, nie będzie na zawsze tylko mglistym wyobrażeniem.

Jest sobota, wigilia walentynek. Przyjaciele gromadzą się w parku centralnym, siedzimy i my. I patrzymy, jak setki rąk wystukują przyjacielskie i miłosne smsy. Tego wieczoru nadzwyczaj kwitnie pisarstwo i czytelnictwo. Szkoda, że tylko krótkich wiadomości tekstowych. To jest kultura Ekwadoru. Szukam wielkich dzieł i nazwisk, ale wszędzie tak pusto. W biologicznej dżungli, kulturalna pustynia. Wszystkie ślady prowadzą gdzieś zagranicę, do Kolumbii, Pery, Chile, Argentyny. Odkryłam ostatnio Virgilia Piñerę. Jego "Fałszywy alarm" - mistrzostwo teatru absurdu, dlaczego zachwycamy się w Europie tylko Ionesco? Będąc upartym baranem, będę szukać dalej.

Zatrzymujemy się przy wąskiej ścieżce prowadzącej na górkę, na której na niewielkim prowizorycznym murze napisano – przejścia nie ma. Przechodzimy i jesteśmy na czarnej plaży. Dokoluśka tylko czarny piasek. Skaczemy po falach, tarzamy się w czarnym piaskowym błocie, niczym tym znad morza martwego;-) Jakoś nie przyszło mi do głowy, ile się będę musiała namęczyć, by go wytrzebić ze wszystkich ubrań. 

Kilku surferów i jedna blondynka. Solita i ładna. A to, że ładna, nie dziwi wcale, bo jest Argentynką z polskimi korzeniami i nazwiskiem. Jeszcze nie wiemy o tragedii, która spotka 2 inne Argentynki, zamordowane w Montanicie, turystycznej Mekce Ekwadoru. I problemach w stosunkach międzynarodowych argentyńsko-ekwadorskich. Na dociekaniu motywów, powodów i okoliczności upłyną kolejne tygodnie ludu ekwadorskiego. Śledztwo będzie się ciągnąć jak … po gaciach. Ktoś będzie miał interes w tym, by je tak zagmatwać, by było jak najtrudniej rozplątać.  Nie należało też do przyjemności wysłuchanie historii dwóch Cziliczyków, którzy w tejże samej Montanicie dostąpili nieprzyjemności bycia odurzonych skopolaminą. Ochoczo powyjmowali swoje najcenniejsze rzeczy i zapakowali do torby złodzieja. Nie mogli postąpić inaczej, tak działa skopolamina. 

Plaża w Mompiche. Znów przewaga czarnego piasku. Błogie lenistwo, chleb z miodem i znowu lenistwo, na piasku albo na falach. I krrrach. Wraca Julio z deską. Kuleje i krwawi. Raya przecięła mu stopę. Zbieramy manele i tuptamy szukać apteki. Na głównej ulicy wzbudza ciekawość nasza ceremonia odkażania. Oprócz współczujących min na nie wiadomo co kryjących głowach, znajduje się jedna głowa na karku, zdolna coś zrobić. Facet prosi zapałki w najbliższym sklepie, zapala wytrzaśnięte skądś bierwiona i zaczyna osuszać ogniem ranę.

Pogrzeb karnawału

Najpierw zaczyna grać kapela. Mają zmęczone, ziewające twarze. Na ulicach mnóstwo śmieci, zero ludzi. Około 10. rano zaczynają się wyłaniać powoli z cienia wczorajszych hulanek. Jest wtorek, ostatni dzień karnawału. Czas urządzić jego pogrzeb.

Wdowa po karnawale
 Do muzyków podchodzą panowie ze stowarzyszenia grabarzy, idą razem po trumnę i w wracają w uroczystej procesji. Ustawiają ją na katafalku, dookoła świece i kwiaty.  I muzyka. Częstują puro, herbatnikami, cukierkami. Przybywa Reina de San Andres, Taita karnawału. Grabarze zabierają trumnę na ramiona i rusza pogrzebowy pochód. Po drodze zatrzymują nas samochody, z których wyskakują wdowy po karnawale, z niemowlętami na ręku. Ilość wdów po 1 karnawale powoduje, że zadaję sobie i im pytanie czy panie nie są zazdrosne? Odpowiadają, że nie. Po drodze mdleją od czasu do czasu i trzeba je reanimować. Obchodzimy całą wieś, zbieramy coraz więcej ludzi i tanecznym krokiem idziemy do punktu widokowego Santa Rosa górującego nad miejscowością. Włosy i ubrania uczestników niczym śnieg pokrywają resztki karioki. Do przyszłego roku nie wytrzyma, trzeba dziś zużyć wszystkie zapasy.
Pogrzeb karnawału we si San Andres w gminie Guano, prowicja Chimborazo
Grabarze składają trumnę do prowizorycznego grobu. Kolejny karnawał pogrzebany.  Czas wytrzeźwieć. Już przyszłoroczny taita jest wybrany i ma cały rok na zebranie funduszy na przyszłoroczne hulanki.

Karnawał Indian

Poniedziałek to punkt kulminacyjny karnawału w Guamote i Colcie (prowincja Chimborazo). Na głównym placu przed kościołem w Guamote od wczesnego rana gromadzą się i przygotowują występujące zespoły. Cłopcy i dziewczyny mienią się wszystkimi barwami tęczy. Tylko zespoły amazońskie okrywają swoje skąpe stroje swetrami. Trochę nie przystają do górskiej pogody.Parada startuje o 10.00, nawet punktualnie. Prezentuje się cały canton Guamote w swoich kolorowych strojach. Idę z procesją i robię akrobacje, by uniknąć wody, karioki i tego wszystkiego, co serwują widzowie.

Potem już mi jest wszystko jedno, chronić muszę tylko aparat. Pochód wydaje sie nie mieć końca, tzn. kończy się ok 15tej. Gdy widzę balie z wodą i worki z jajkami, nie wiem gdzie się podziać, ale to przecież to mają być przyjacielskie kąpiele. Taki sam charakter ma karnawał w Colcie. Najważniejszy jest Taita (ojciec karnawału), wybierany co roku, osoba szanowana i zwykle majętna, bo odpowiedzialna również finansowo za wszystko.

W sercu kraju, Riobambie, obok procesji - indiańska ceremonia w hołdzie matce ziemi - Pawcar Raymi  – podziękowanie za dary natury - chacana z kwiatów, ziół, ziaren, warzyw i owoców. Główną postacią jest tutaj mama shalva. W olbrzymim namiocie urząd miasta serwuje el jucho - tradycyjny napój z capuli i brzoskwiń, słodki i aromatyczny. Całe brzoskwinie, gotuje się w syropie, dodaje się skrobię kukurydzianą i maniok, aby otrzymać gęstą konsystencję. Podaje się go na zimno i na ciepło. To święty napój Indian w kolorze purpurowym. Kształt owoców capuli ma przypominać żeńskie jajniki, więc dla nich to symbol kobiecej płodności. Capuli jest bardzo ważnym owocem w kulturze Indian, związanym ze specjalną energią i wróżbami na nowy rok andyjski (marzec). 

Gdy w jednym klastrze jest więcej nią 7 owoców, oznacza to urodzajny rok. Jednak gdy mniej - nieurodzaj i troski. Pawcar Raymi zaczyna sie świętowac w lutym, gdy pola są zielone. W ten sposób zbiegają się obchody metyskiego, pogańskiego święta - karnawału i indiańskich ceremonii. Jucho jest symbolem wielokulturowości, przechodził przeminay, w czasach kolonialnych wzbogacił się o cynamon, goździki i słodką paprykę.

Podczas święta płodności i urodzjau nie może zabraknąć wody. Do parku Guayaquil, gdzie odbywa się uroczystość, wjeżdża cysterna. Srażacy odwijają węże i cały zgromadzony tłum obficie traktują wodą. 

Święto kwiatów w Ambato

Zostawiam Guarandę i jadę do Ambato, zobaczyć jak obchodzą słynne Święto kwiatów, owoców i chleba. Tutejszy karnawał ma opinię najbardziej kulturalnego w kraju. Woda i inne cuda z wyjątkiem karioki są zabronione. Na placu przed katedrą poznaję Augusta, muzyka, człowieka, który nigdzie nie widzi żadnych problemów, potrafi tylko cieszyć się życiem. Jak ambatyńczyk epoki święta kwiatów. Jako hołd tym, którzy to wszystko wymyślili, by przywrócić ludziom radość, utraconą swego czasu, wydawało się bezpowrotnie. Augusto  z  zespołem wystąpi w poniedziałek wieczorem.

W sobotę od rana ambatyńczycy układają misterne kompozycje kwiatowo-owocowe przed katedrą.  Towarzyszą koncerty zespołów z różnych parafii. Dlaczego mieszkańcy Ambato pogrążyli się w głębokiej depresji? W 1949 roku potężne trzęsienie ziemi niemal doszczętnie zniszczyło miasto. Ludzie nie mogli uporać się z bólem, ze stratą bliskich. Wreszcie ówczesny prezydent miasta wymyślił coś, by przywrócić uśmiech i wykorzystać zarazem bogatą produkcję owocowo-warzywną regionu.

Typową potrawą jest yapingachi. Piętro nad miejskim tagowiskiem wypełnione jest jadłodajniami. Do każdej nawołują naganiacze. Ale tylko w jednym zaułku yapingachi jest naprawdę smaczne.
Od roku 1969 zaczęto okraszać  Święto kwiatów... dodatkowym blaskiem w postaci Salonu Malarstwa Narodowego. Od tej pory najwybitniejsi, najzdolniejsi i wystawiają tu swoje prace pod patronatem pisarza, malarza i polityka z Ambato, Luisa A. Martineza.

Ambato nie należy do miast, które może się pochwalić wspaniałymi zabytkami. Wszystko zabrało to potworne trzęsienie ziemi. Zwiedzam dom- muzeum pisarza Juana Loona Mery, nie wiem czy bardziej pisarza, czy polityka, czy też malarza ale pewne jest też to, że mieszkał w pięknym domu z pięknym ogrodem schodzącym w dół do rzeki Ambato, z eukaliptusowym lasem naprzeciw. Nigdy nie chodził do szkoły, był samoukiem i napisał hymn narodowy Ekwadoru..


Z Rafaelem umawiam się na piątą, tak mi wychodzi, że docieram na sóstą, ekwadorskim obyczajem nie przejmując się tym wcale. Tymczasem, w Ambato panują inne zwyczaje. Podana godzina oznacza podaną godzinę i ani minuty później. Można regulować zegarki, gdy zaczynają sie koncerty. Spóźniamy się więc na międzynarodowy koncert folklorystyczny. Ale nie szkodzi, złapana po drodze humita me encanta, a później zachwycam się zespołami z Argentyny, Meksyku, Chile, Ekwadoru i Chin. Chiny miały niesamowitą choreografię. Połączenie tańca ze sztukami walki, to jest chińszczyzna, która podbiła serca widowni.

Wieczorny koncert muzyki popularnej gromadzi tłumy podobnie jak koncert Carlosa Vivesa w Quito. Gwiazdą wieczoru jest AU-D, kochany, uwielbiany i czczony. Zespół z Ambato grający na rozgrzwkę różne covery, robił co mógł, ale na pytanie czy jeszcze, publiczność zdecydowanie powiedziała nie. Dziesiątki, setki straganów z jedzeniem i piciem, piwem. Czy ten świat ma zamiar obudzić się na poranną paradę – głowny punkt programu święta kwaitów?

Już w sobotę ludziska zajmują miejsca wzdłuż głównych ulic, tzn. zaklejają chodniki taśmą klejącą. Rano ustawią krzesła. Wcisnąć się tam jest niemożliwością. Chcesz stanąć w tym miejscu, albo usiąść, to kosztuje od 3. dolarów. Chcesz gdzieś wcisnąc i przykucnąć, wyrzucą. Ot, największa kulturalna impreza Ambato.

Dekoracje samochodów wiozących reiny wszystkich dzielnic, parafi, sąsiednich miejscowiści i bóg raczy wiedzieć czego jeszcze to dzieła sztuki. Od ilości rein kręci się w głowie. Poza tym wszystko jest grzeczne i ułożone. Najpierw wóz z reiną. potem zespół taneczny i tak jeden za drugim, żadnej wody, nawet karioki nie używają w czasie parady. Francuzka Stephanie, nauczycielka francuskiego, jest zachwycona i przytacza przykład barbarzyństwa jakie ją spotkało w Cuence, gdzie teraz pracuje. 

Wczoraj dostała w głowę reklamówką z wodą. Mniej się jej podoba, gdy po paradzie kilka kropel pianki z przejeżdżającego samochodu spadło na jej włosy. Minę ma skwaszoną, użala się, że zaraz będzie musiała włosy umyć.  Na taką marudę, sama bym wylała wiadro wody. Po południu robią się potworne korki. Na światłach czekają dowcipnisie z karioką i szyby samochodów toną w pianie. Wieczorem kolejny pop koncert. Jutro powtórzą paradę, ale w 
 świetle nocy.